Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyczna niedziela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyczna niedziela. Pokaż wszystkie posty

27 lip 2014

#4 Muzyczna niedziela

#4 Muzyczna niedziela

to cykl postów, publikowanych co drugą niedzielę, w ramach których, przedstawiać Wam będę listę moich ulubionych piosenek. Po co? Żeby nasze domowe biblioteczki zapełnić nie tylko książkami, przekonać Was do różnych gatunków muzycznych, przedstawić ciekawe utwory, których być może jeszcze nie odkryliście.
Uwielbiam góry i góralską muzykę, a jeśli śpiewa tak przystojny wokalista z tak niesamowitym głosem, to już po prostu jestem w niebie, do którego oczywiście doszłam boso. Boso zespołu Zakopower to jedna z moich ulubionych polski piosenek. Energiczna, zawsze poprawia mi humor. 

Dawid Podsiadło - taki niepozorny, a taki dobry wokalista. Zakochałam się w Dawidzie w momencie, kiedy usłyszałam piosenkę nagraną przez niego do Kamieni na szaniec. Wtedy przepadłam. Teraz odkrywam więcej utworów tego zdolnego chłopaka i z każdym kolejnym lubię go coraz bardziej. A Trójkąty i kwadraty to jedna z moich ulubionych piosenek.

29 cze 2014

#3 Muzyczna niedziela

#3 Muzyczna niedziela
to cykl postów, publikowanych co drugą niedzielę, w ramach których, przedstawiać Wam będę listę moich ulubionych piosenek. Po co? Żeby nasze domowe biblioteczki zapełnić nie tylko książkami, przekonać Was do różnych gatunków muzycznych, przedstawić ciekawe utwory, których być może jeszcze nie odkryliście.
 
AC/DC i pewnie doskonale wszystkim znany utwór Highway to Hell. Jak to dobrze jest czasem posłuchać dobrego rocka, który zawsze dodaje mi mnóstwa energii. I choć może sąsiedzi i rodzice nie są z tego całkiem zadowoleni, to lubię puścić Highway to Hell na cały regulator i wtórować wokaliście, chociaż może nie zawsze całkiem czysto. :P
 
Ten kto uważa Ozzy'ego Osbourne za niezrównoważonego psychicznie satanistę, ten chyba nigdy tak naprawdę go nie poznał. Nie poznał jego muzyki, nie poznał tej piosenki. Bowiem Dreamer odbiega nieco od heavymetalowej kariery wokalisty, aczkolwiek jest jednym z jego najpopularniejszych utworów. Jest to piosenka, którą darzę ogromnym sentymentem dzięki mojemu Tacie, który odkrył przede mną twórczość tego świetnego muzyka.

Limp Bizkit to zespół, o którym pierwszy raz usłyszałam na lekcji muzyki, kiedy kolega zaczął grać na gitarze początek utworu Behind Blue Eyes. Do tej pory nie pofatygowałam się, żeby poznać inne piosenki tego zespołu, gdyż ta całkowicie zaspokoiła moją ciekawość względem niego. Prawdziwy tekst, prawdziwa muzyka, świetny utwór.

Jeśli ktoś nie słuchał nigdy tej piosenki świadomie, a choć raz oglądał Shreka, to zapewne kojarzy ten utwór. Mówię o Hallelujah w wykonaniu Bon Joviego, które moim zdaniem jest jednym z najlepszych, gdyż osób, które próbowały zmierzyć się z tą piosenką jest naprawdę wiele. Jednak to ten wykon darzę ogromną sympatią i sentymentem. Słucham go bardzo często i niezwykle mnie on uspokaja, działa wręcz kojąco.

I kolejny zespół, którego znam tylko jeden utwór. The Noisy Grinders i Stuck at home. Piosenka, której słucham praktycznie codziennie i raczej nigdy mi się ona nie znudzi. Zawsze dodaje mi wiele pozytywnej energii i często sobie ten utwór podśpiewuję. 

***
Jak widać, dziś w całości postawiłam na męskie granie. Mam nadzieję, drogie Czytelniczki, że w tych męskich wokalach znajdziecie coś dla siebie. :)

15 cze 2014

#2 Muzyczna niedziela

#2 Muzyczna niedziela
to cykl postów, publikowanych co drugą niedzielę, w ramach których, przedstawiać Wam będę listę moich ulubionych piosenek. Po co? Żeby nasze domowe biblioteczki zapełnić nie tylko książkami, przekonać Was do różnych gatunków muzycznych, przedstawić ciekawe utwory, których być może jeszcze nie odkryliście.
Happy to chyba doskonale znany wszystkim utwór Pharella Williamsa. Nastraja pozytywnie do życia, za co go uwielbiam. Samego wykonawcę również darzę wielką sympatią. Do tego świetny teledysk, przy którym trudno jest się nie uśmiechnąć. Na podobieństwo tego klipu w różnych stronach świata powstały podobne filmiki, w których pokazywano pozytywnie zakręconych mieszkańców miast, czy uczniów różnych szkół. I moje miasto może pochwalić się takim teledyskiem. :)
 Dwoje świetnych, legendarnych wykonawców, którzy stworzyli coś pięknego. Say Say Say, czyli duet Michaela Jacksona i Paula McCartney'a. Trudno mi powiedzieć za co tak naprawdę kocham tę piosenkę - po prostu tak jest. Zdecydowanie podoba mi się teledysk, który opowiada jakąś historię, podobnie jak test piosenki. Jest to charakterystyczne dla ówczesnych piosenek - wtedy utwory opowiadały jakąś historię, a teledyski były jak krótkie filmy, które z zaciekawieniem oglądaliśmy. Szkoda, że teraz odchodzi się od tego. 

Do kołyski i legendarny zespół Dżem. Tę akurat piosenkę wykonuje Maciej Balcar, jednak ich głosy są tak podobne, że różnica jest naprawdę niewielka. Uwielbiam tę piosenkę, ale też trudno jest mi określić za co darzę ją takim uczuciem. Na pewno jest dla mnie dość sentymentalna i idealna na jesienną chandrę. Z uwagi na ponadczasowy tekst tego utworu, wątpię, żeby mi się kiedykolwiek znudził. 

Ed Sheeran i I see fire, czyli piosenka, którą odkryłam dzięki finaliście polskiej edycji programu X factor. Po prostu magiczna. Zakochałam się w niej od pierwszego dźwięku. Kocham ją zarówno w wykonaniu Eda Sheerana, jak i Artema Furmana. Jeśli jeszcze jej nie słyszeliście, to nadróbcie to koniecznie! Niektórzy z Was mogą kojarzyć ten utwór z Hobbita.

Kolejna piosenka, którą poznałam dzięki uczestnikowi X factor. Let her go zespołu Passenger, to jedna z moich ulubionych piosenek. Delikatna, subtelna, idealna na jesienno-zimowe wieczory. Stwarza niesamowicie magiczny nastrój, dzięki któremu udaje mi się odprężyć po ciężkim dniu w szkole. Zdecydowanie polecam!

1 cze 2014

#1 Muzyczna niedziela

#1 Muzyczna niedziela
to cykl postów, publikowanych co drugą niedzielę, w ramach których, przedstawiać Wam będę listę moich ulubionych piosenek. Po co? Żeby nasze domowe biblioteczki zapełnić nie tylko książkami, przekonać Was do różnych gatunków muzycznych, przedstawić ciekawe utworu, których być może jeszcze nie odkryliście.
 
4:30  to piosenka Dawida Podsiadło nagrana do filmu Kamienie na szaniec. Jako jeden z nielicznych, uczestnik X - factor zdołał się wybić na rynku muzycznym i naprawdę jest o nim głośno. Przykładem tego może być piątkowy sopocki festiwal muzyczny, czyli Sopot TOPTrendy 2014, w którym to Dawid Podsiadło zajął pierwsze miejsce. Wykonał m. in. piosenkę wyżej przedstawioną, która naprawdę chwyta słuchacza za serce. Tekst nie jest o niczym, doskonale dopasowany do treści filmu każe głębiej zastanowić się nad sensem i piosenki, i filmu. Był zarzut, że piosenka, oprócz fragmentów teledysku, nie ma nic związanego z filmem. Ale to nieprawda, już sam tytuł nam o tym mówi. Naprawdę, zachęcam do przesłuchania, a sami się o tym przekonacie. Ujmujący utwór, wzruszający, potrafiący wycisnąć łzy z oczu.

Kultowy zespół The Beatels i jego równie kultowa piosenka pt. Hey Jude, któż o nich nie słyszał? Zamiłowanie do tych starszych utworów, można rzecz legendarnych, mam po rodzicach. To Oni pokazali mi, że takie zespoły, jak Queen, The Rolling Stones czy właśnie The Beatels są zawsze na czasie. I nie mylili się. Większość sądzi, że dzisiejsza młodzież słucha głównie rytmów, typu umc umc umc, jednak to nieprawda. Przykładem mogę być ja i jeszcze wiele osób z mojego otoczenia, które chętnie powracają do lat '70, '80, '90 i ówczesnej muzyki. Wtedy piosenka była opowieścią, a teledysk do niej był jak film. Nie twierdzę, że dzisiejsza muzyka jest do kitu, bo mam swoje ulubione utwory, ale jednak ta "starsza" muzyka, ma w sobie to coś. Hey Jude usłyszałam przy okazji reklamy z okazji naszego dziesięciolecia w UE i z miejsca się zakochałam. Wcześniej z chęcią słuchałam utworów Beatelsów, jednak na ten dziwnym sposobem się nie natknęłam. Dziś jest moim ulubionym i mam nadzieję, że stanie się tak również z Wami. 

Stary, dobry rock wiecznie żywy. I jeden z najlepszych zespołów, jaki znam (również dzięki rodzicom), czyli Guns N' Roses i ich piosenka Patience. Może nieco mnie rockowa i zdecydowanie spokojniejsza, jednak nadal w takim samym klimacie. Nastrój, który uwalnia się przy jej słuchaniu, jest po prostu magiczny. Axl Rose jak zwykle boski (przynajmniej za młodu :P) i Slash, czegóż więcej trzeba? Moja ulubiona piosenka, którą lubię sobie puszczać niezależnie od pogody, nastroju czy miejsca, w którym aktualnie przebywam. Zdecydowanie ponadczasowa i magiczna.

Nieśmiertelny John Lennon i piosenka GOD, na którą natknęłam się zupełnie przypadkowo, ale zakochałam się w niej od pierwszego przesłuchania. Co wrażliwszych chrześcijan może w jakiś sposób urażać, jednak ja w niej nic niestosownego nie widzę. Jest piękna. Ukazuję prawdziwego Johna Lennona i to, co czuł naprawdę. Prosty tekst, wcale nie świadczy o banalności całego utworu. Wręcz przeciwnie, w tym przypadku, świadczy o jego świetności.


Żeby nie było, że słucham jedynie zagranicznych wokalistów i zespołów, nadszedł czas na rodzimą grupę, Myslovitz. Chyba ich najpopularniejszy utwór Długość dźwięku samotności zna pewnie każdy Polak, czyż nie? Nie zaskoczę Was więc tym wyborem i jego uzasadnieniem. Otóż ten utwór, znam również dzięki Rodzicom (dziękuję Wam z tego miejsca, za to, że od małego puszczaliście mi tak cudowną muzykę!). Cóż mogę o nim powiedzieć? Kolejny prawdziwy, ponadczasowy utwór, który puszczam sobie za każdym razem, kiedy mam gorszy dzień i szukam w czymś lub w kimś wsparcia,. Niejednokrotnie takiego wsparcia udziela mi właśnie muzyka i ten utwór, po którym odzyskuję wiarę w siebie. Polecam! 

Zespół The Pierces i piosenka Secret. Kojarzycie ten utwór? Otóż, Ci, którzy oglądają serial Pretty Little Liars wiedzą, iż jest to piosenka czołówki. Niestety, muszę Was zmartwić, iż nie ma w tym utworze żadnego odniesienia do fabuły serialu, choć wydaje się to nieprawdopodobne, prawda? Mimo że tekst piosenki doskonale wpasowuje się w klimat i fabułę, to jednak nie ma w nim żadnych wskazówek. Secret powstał na kilka lat przed popularnym serialem, a zbiegiem okoliczności jest tekst i teledysk, który jednak doskonale oddaje klimat zarówno książek, jak i ekranizacji

Lana Del Rey i jej obłędny głos, w którym bezwarunkowo się zakochałam. Jej otworu mają tak niesamowity klimat, głębię, jakby drugie dno, że nie sposób się w nich nie zakochać. To jest po prostu magia. Piosenki, teledyski, jakby nie z tego dziesięciolecia. Nawet brakuje słów, żeby to opisać. Po prostu musicie posłuchać! I nie jest to kolejna młoda gwiazdka, której teksty są o niczym. Nie, te utwory mają sens! Piosenka National Athem jest niesamowicie klimatyczna. Kolejne zakochanie od pierwszego przesłuchania. I to Happy Birthday na początku, niby Marylin Monroe... Po prostu m a g i a.
Polecam też, żebyście słuchając jej piosenek zwracali uwagę na teledyski, bo również zasługuję na oklaski.

***
Ok, pierwsza muzyczna niedziela za nami. Jak Wam się podoba? Mam umieszczać takie posty, czy raczej sobie darować? Wasze opinie naprawdę są dla mnie ważne, więc śmiało piszcie czy coś Wam się nie podoba, czy coś zmienić, czy może właśnie jest fajnie? Jeśli nie chcecie w komentarzach, to piszcie na meila kamila13@wp.eu lub na gadu 11539469. Nie gryzę! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...