18 mar 2013

Czas wojny - recenzja filmowa

Tytuł: Czas wojny
Gatunek: dramat, wojenny
Produkcja: USA
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Lee Hall, Richard Curtis
Ocena: 6/6
Film reżyserowany przez Stevena Spielberga nie powinien być zły. Jest to przecież osoba znana większości ludzi, a jego filmy cieszą się zazwyczaj niemałą popularnością.
 Obsada już może nie tak bardzo gwiazdorska i znana, ale role zostały odegrane wiarygodnie przez takie osoby Peter Mullan, Emily Watson czy Celine Buckens.
Dodajmy do tego muzykę Johna Williamsa, zdjęcia Janusza Kamińskiego i kostiumy Joanny Johnston, a powstanie tak dobry film, jakim jest Czas wojny.

Film przedstawia historię I wojny światowej.
Ukazuje wartości przyjaźni i wolności - historię głównych bohaterów, Alberta i jego konia.

Nie wydaje mi się, żeby film ten realizował utarty już schemat.
Jest on wart zapamiętania, przedstawia bowiem historię prawdziwej przyjaźni, jaka wywiązała się pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem z I wojną światową w tle.
Czas wojny jest przeznaczony zarówno dla młodzieży, jak i dla osób dorosłych. Nie ma tu bariery wiekowej, ponieważ wartości jakie przedstawia ta ekranizacja są aktualne dla każdego człowieka i ponadczasowe.
Większość bohaterów występujących w filmie jest pozytywna.
Należy do nich Albert Narracott, opiekun Joey'ego. Od samego początku przypadł mi on do gustu. Zobaczyłam jakim uczuciem darzy swojego konia, jak się nim opiekuje i jak go wychowuje i wiedziałam, że ten film nie może skończyć się źle.
Koń Joey miał jeszcze jednego przyjaciela. Niezwykłą dziewczynkę imieniem Emilie.
Bardzo pozytywna młoda osóbka, która szła przez życie z uśmiechem na ustach, mimo swojej choroby i ciężkich czasów, które wtedy nastały.

Film powstały na podstawie powieści War Horse zachwyca widzów niesamowitą scenerią.
Przykładem może być sielski obrazek, kiedy pokazywane jest domostwo dziadka Emilie i ich życie po tym, jak dziewczynka znalazła Joey'ego i jego przyjaciela. Był to piękny widok, poniekąd dlatego, że kilka kilometrów dalej miała miejsce wojna pomiędzy wojskami angielskimi a niemieckimi.
Czas wojny jest również pełen scen, które potrafią wzruszyć. Na przykład, kiedy Joey ucieka przez fortyfikacje wojsk, a także, kiedy dwójka wrogich sobie żołnierzy, potrafi porozumieć się w słusznej sprawie, jaką jest uwolnienie konia z drutu kolczastego, w który zaplątał się on podczas swojej heroicznej ucieczce ku wolności.

Słowem podsumowania, chciałabym powiedzieć, że nie spodziewałam się, iż po takim tytułem, może kryć się tak wzruszająca i chwytająca za serce historia.
Polecam Czas wojny każdemu.

Film do kupienia w księgarni Gandalf

*****
 Moja pierwsza recenzja filmowa. 
Nie będą się one pojawiały zbyt często - o ile w ogóle - ponieważ tę pisałam w ramach zadania domowego z języka polskiego, a zdecydowałam się opublikować dla urozmaicenia.
Jeśli trafi się jeszcze taka okazja, to owszem, napiszę recenzję filmu, ale nie spodziewajcie się tego zbyt często. :)

Pozdrawiam! 

13 mar 2013

Trylogia Czasu - Kerstin Gier [aktualizacja]

Tytuł: Trylogia Czasu: Czerwień rubinu,
Błękit szafiru,
Zieleń szmaragdu
Autor: Kerstin Gier

Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 340
Ocena: 6/6
Trylogia Czasu cieszy się nie małą popularnością. Od razu podbiła serce Czytelników, nie tylko w Niemczech.
Niezwykłe przygody dwojga podróżników w czasie, niesamowity wątek miłosny, ale także wpleciony humor, czynią z tych książek wspaniałą lekturę. Nie ma się więc co dziwić, że trylogia Kerstin Gier została okrzyknięta bestsellerem.

Kiedy Gwendolyn dowiaduje się, że to ona odziedziczyła gen podróży w czasie, jej całe życie diametralnie się zmienia. Teraz, zamiast po szkole spotkać się z przyjaciółką, musi poddawać się elapsji, aby uniknąć niekontrolowanych i ryzykownych przeskoków.
W odnalezieniu w sytuacji nie pomaga jej Gideon, chłopak, który będzie towarzyszył  jej w większości podróży. Nieziemsko przystojny i czarujący, jednocześnie arogancki i chłodny. 
Czy tych dwoje wyjdzie cało z niebezpiecznych przygód, jakie ich czekają?

Nie przepadam za gatunkiem literackim, który reprezentuje owa trylogia, to też po przeczytaniu pierwszych recenzji - mimo iż były pozytywne - trudno było mi się przemóc do jej przeczytania.
Pchnięta impulsem, wypożyczyłam wszystkie trzy części Trylogii Czasu i jeszcze tego samego dnia wzięłam się z jej lekturę. 




Teraz aż wstyd mi się przyznać, że na początku nie chciałam tego czytać. Tak wciągających książek nie czytałam od dawna, i właśnie tego było mi trzeba. Śledzenie przygód Gwen i Gideona, było dla mnie prawdziwą przyjemnością, od której trudno było mi się oderwać.
Świetnie wykreowani, barwni główni bohaterowie, to perełki powieści. Dobrze zarysowana i, ani przez chwilę nie nużąca akcja, to kolejny plus, jaki możemy przypisać tym książkom.
Ale mówmy o konkretach.

Gwendolyn Shepherd. Główna bohaterka i jedna z moich ulubionych postaci głównych. Inteligentna, choć momentami można w to zwątpić, zabawna i - w mojej wyobraźni - bardzo ładna. Dowiaduje się ona, że odziedziczyła gen podróżników w czasie, który przypisywany był jej kuzynce Charlottcie. W kilka tygodni musimy nadrobić nauki, które jej kuzynka pobierała od najmłodszych lat. Jej towarzyszem podczas podróży w czasie, jest Gideon. Potomek rodu de Villiers, posiadający również ten sam gen. Mimo że arogancki i bezczelny, to wzbudził boją sympatię od początku. 
We dwoje muszą zdobyć krew dziesięciu pozostałych osób z kręgu, dzięki której, uprzednio wczytanej do chronografu, ludzkość uzyska lek na wszystkie choroby. I tutaj, niestety jestem zmuszona zakończyć zarys fabuły, gdyż nie chcę nikomu zepsuć niespodzianki, którą odkryjecie czytając te książki.
Powiem tylko, że akcja jest zaskakująco dobrze wykreowana we wszystkich trzech częściach. Dlaczego zaskakująco? A dlatego, że nieczęsto się zdarza, tak jest przynajmniej w moim przypadku, ażeby kontynuacje pierwszej części były napisane na poziomie równym czy też wyższym, od pierwszego tomu. Tutaj taka sytuacja ma miejsce, jestem więc pozytywnie zaskoczona.
Na uwagę zasługuje wątek miłosny, który wywiązał się z pomiędzy relacji dwojga głównych bohaterów, ale nie tylko (w ostatnim tomie). Był on nieco przewidywalny, ale mimo to z wielką przyjemnością się w niego zagłębiałam.
Dialogi między bohaterami nie nużą nas. Nie są sztucznie podtrzymywane i nudne, a krótkie i treściwe.
Opisy sytuacji nie są nazbyt rozbudowane i dostarczają nam niezbędnych informacji, żeby kontynuować lekturę bez zbędnych pytań czy niedomówień.

Pozytywów w tej trylogii jest całe mnóstwo, ale ja chcę jeszcze wspomnieć o kilku. Jest to między innymi oddanie przez autorkę realiów dawnych czasów. Przez dawne czasu rozumiem wiek osiemnasty czy dziewiętnasty, w które to lata cofają się nasi bohaterowie. Kreacje, które w tamtych latach noszono, możemy sobie z łatwością wyobrazić dzięki obrazowym opisom autorki. Również ówczesna kultura i zachowanie angielskich dam, zostają nam nieco bliżej przedstawione.

Szata graficzna wszystkich trzech części Trylogii Czasu również zasługuje na uwagę. Kolorystyka, która pasuje tematycznie do poszczególnych tytułów, ale też elementy na okładkach, które oddają charakter treści książek. 

Czy w tej trylogii znajdziemy jakieś minusy? Cóż, ja się ich nie dopatrzyłam, a wszystkich zainteresowanych odsyłam do samodzielnej lektury, bo naprawdę warto.

Książki dostępne w księgarni Gandalf

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Przeczytam tyle, ile mam wzrostu 

*****
Postanowiłam zmienić adres bloga. Od dziś zapraszam Was do Domowej biblioteczki Drrim.
Przepraszam za utrudnienia.  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...